To nie plan dnia, nie góry, nawet nie joga. Cicha maszyneria retreatu pracuje nad czymś głębszym: nad Twoim poczuciem czasu.
Często słyszę pytanie, czym retreat różni się od wakacji z odrobiną jogi. Szczera odpowiedź ma niewiele wspólnego z grafikiem praktyk, a wszystko z czasem.
Współczesny czas jest pokawałkowany — pocięty powiadomieniami, spotkaniami i cichym szumem bycia osiągalną. Retreat zabiera to cięcie. W ciągu dwóch dni coś w ciele przypomina sobie inne tempo: posiłki jedzone powoli, spacery bez celu, rozmowy, którym wolno się skończyć.
W tym odzyskanym tempie praktyka ląduje inaczej. Ta sama pozycja yin, przez którą w domu przebiegasz, staje się wydarzeniem. Oddech, którego ledwo zauważasz, staje się fascynujący. Nie wydarzyło się nic mistycznego — po prostu dostałaś dość czasu, by poczuć to, co było tu zawsze.
Dlatego nasze wyjazdy budujemy wokół przestronności, nie programu. Mniej sesji, dłuższe posiłki, prawdziwe przerwy. Góry pomagają. Świece pomagają. Ale to nieprzerwany czas wykonuje całą pracę.
Aga
Nauczycielka jogi i założycielka Inflow